„I żyli długo i szczęśliwie” ? Czyli jak dbać o relację.

Przestrzeń na dialog.

                Niby nic wielkiego… wizyta z piesem u weta. W skrócie, żona chciała pojechać od razu po pracy do weta, ja chciałem najpierw zajechać na jakieś wspólne jedzenie. Każde z nas miało swoją wizję tego wieczoru i nie chcieliśmy z niej zrezygnować. Ja myślałem sobie, że to rutynowa wizyta i że są tam zawsze kolejki, więc możemy się tam zjawić później. Żona chciała od razu po pracy, bo niepokoiła się o zdrowie piesa.

Miało być tak pięknie.. a tu … ech szkoda gadać…

                Krótka wymiana zakończyła się niemiłym milczeniem. Dopiero po kilku chwilach wróciliśmy do kontaktu. Co ciekawe – ta przerwa i wznowienie rozmów zwiększyło nasze zaufanie i poczucie zrozumienia obu perspektyw.

Mówią, że życie to nie bajka… Królewna poznaje królewicza i teraz będzie już tylko sielanka, ziemia mlekiem i miodem i płynąca… I ja też tam byłem i wino piłem… a potem wróciłem do domu 😉

 Jak mówi prof. Bogdan de Barbaro – wiele osób wchodzi w relację z wyobrażeniem idealnego związku jako, dwóch połówek, które się odnalazły i tworzą razem całość.

W rzeczywistości jednak, można powiedzieć, że życie składa się ze swoistych „mini cykli”.

Bywają chwile pełne oczarowania  jesteśmy wtedy szczęśliwi, pełni energii, świat się do nas uśmiecha, jest słonecznie, wszystko samo przychodzi z łatwością i jest ogólnie fajnie!

A potem przychodzi moment rozczarowania  wtedy rzeczywistość odbiega od tego co sobie wyobraziłem i wcale mi się to nie podoba.

Po każdym rozczarowaniu pojawia się okazja na naprawę. Może ona pomóc w budowaniu związku lub oddalić nas od siebie. Jest to chwila kiedy mogę sobie zadać pytanie (przeważnie nieświadomie) co z tym rozczarowaniem zrobić, aby wrócić do oczarowania?

               Kiedy jakaś sytuacja pojawi się raz czy dwa, to dam sobie spokój. Po co się o to denerwować, przecież nie warto, nie ładnie tak się czepiać, a co będzie jeśli ta druga strona to zignoruje?A jeśli nie jestem na tyle ważny dla kogoś? A co jeśli źle na to zareaguje, czy to nadwątli naszą relację? Czy to oznacza, że coś jest z nim(nią) nie tak? Pamiętam, też kłótnie w domu, i  jak rodzice się do siebie odnosili i czy to oznacza że nasz związek też już jest w takich tarapatach? Ostatnim razem jak coś poruszyłem to skończyło się kłótnią. On/ona nie umie przyjąć słów krytyki. Nie słucha mnie. Ciągle mnie ignoruje lub zaprzecza.

                Takie myśli mogą się pojawiać po obu stronach. To ważne argumenty przemawiające, aby nie poruszać drażliwego tematu, z obawy że to może popsuć naszą dotychczasową relację.   W ten sposób zażegnam potencjalną kłótnię. Mogłem problem „odpuścić”/ przerobić w sobie, albo nieświadomie odkładam to na „kupkę frustracji”. Nie zająłem się tym w momencie kiedy dało o sobie znać.

Ten drugi sposób może powodować kumulowanie się frustracji do momentu, aż nagle wybuchnę i wtedy wywalę wszystko co zostało „odłożone” a co domaga się bycia usłyszanym. Nie zaopiekowałem się tym wcześniej, ciśnienie wzrastało i BUM!

Odłożenie może zażegnać kłopot na chwilę, w dłuższej perspektywie może działać bardzo niszcząco na relację. Jak korozja, powoli podgryzać połączenie, zaufanie, poczucie bliskości.

W momencie kumulacji, kiedy wchodzę do wymiany argumentów z bagażem tego wszystkiego co się nagromadziło, przeważnie nie mam już przestrzeni, aby wysłuchać drugą stronę. Mam już przepełnione po mojej stronie.

Wtedy użyję słów, nie zawsze dbając o drugą stronę. Frustracja była we mnie już na tyle długo, że nie chcę jej dłużej dusić w sobie. Albo nawet nie jestem już w stanie jej dłużej dusić. Samo wyskoczy.

Prawdopodobnie skorzystam w takim momencie z otrzymanych porad od innych. „nie daj po sobie skakać, twardym trzeba być, nie pozwól wejść sobie na głowę, wygarnij mu/jej, niech się pierwszy ugnie. No to przecież on/ona jest winna! Jak może tego nie widzieć!”

A czy o to mi chodzi? Bo czy tak naprawdę nie pragnę usłyszeć, że jestem dla kogoś ważny i to co jest ważne dla mnie, jest także ważne dla drugiej osoby.

 Może w najlepszym momencie to chciałbym przekazać, miłość i szacunek do tej drugiej osoby, bo przecież gdzieś tam jest. Nawet w momencie kiedy wchodzę w sprzeczkę, gdzieś tam nadal we mnie jest ta miłość, tylko teraz zasłonięta innymi emocjami.

Tak i w przypadku wizyty u weta, mogło się skończyć milczeniem i uczuciem bycia nie wysłuchanym, co pewnie wraz z innymi cegiełkami mogło by dołożyć się do murów pomiędzy nami w relacji. Zamiast łączących nas mostów.

Zauważenie, że mój obecny stan nie sprzyja rozmowie i zakomunikowanie tego, kiedy jeszcze „jestem w stanie” dało mojej małżonce poczucie zaufania, że mi także zależy na naszej relacji. A mi dało ogromną satysfakcję i nadzieję, że będę mógł częściej skorzystać z takiego narzędzia.

Powyżej opisałem sytuację, która może przydarzyć się w dowolnym momencie. Ważne jest także umiejętność poruszania problemów, które istnieją już od dłuższego czasu i na razie nie odważyłem się poruszać.

Wtedy warto zacząć od empatycznej rozmowy z kimś nie zamieszanym (wentylacja z nagromadzonych emocji). Potem umówić się na rozmowę z partnerem, jak na zebranie, zapytać kiedy partner może porozmawiać, podać temat, abyśmy oboje mieli podobne szanse w trakcie rozmowy (taka full profeska 😉 ).

Od pewnego czasu stosujemy z małżonką „spotkania statutowe” gdzie prosimy siebie o poruszenie tematu, który uważamy teraz za warty wrzucenia „na tapetę”. Wspiera nas to w poczuciu, że pracujemy wspólnie nad naszymi relacjami.

                Prof. Bogdan De Barbaro proponuje zamiast modelu „dwóch połówek”,  model wspólnej drogi, gdzie obie osoby współpracują i wspierają się w związku.  Gdzie napotykane problemy przedstawiamy naszemu partnerowi/partnerce z nadzieją, że wspólny dialog przyniesie rozwiązanie, pogłębiające naszą relację.

A jakie wy macie porady, na „sprzeczki”  które wspierają Was w  relacji?  Wpiszcie je w komentarzach!

Także pytanie do Was, czy chcielibyście poznać sposoby na zaangażowanie partnera w pracę nad związkiem?

Dla wytrwałych , którzy tu dotarli, piosenka, która zainspirowała mnie do napisania powyższego wpisu.

Happy Sad – „Zanim Pójdę”

„Miłość żaden film w żadnym kinie ani róże,

Ani całusy małe, duże,

Ale miłość

Kiedy jedno spada w dół drugie ciągnie ku górze…”

 

Bo sprzeczać się, też trzeba umieć 😉

Jarek

 

2 komentarze

  1. Ania pisze:

    Jarku, dzięki za tekst. Mierzę się z romantycznymi przekazami w mojej głowie i m.in. ten człowiek bywa inspiracją do rozmyślań: https://www.youtube.com/watch?v=v-iUHlVazKk&t=21s Może będzie to ciekawe też dla innych.
    Pozdrawiam!
    Ania

    • Jarek pisze:

      Witaj Aniu.
      Dziękuję za ten link!
      Pan. Alain de Botton bardzo ciekawie opowiada o romantycznej miłości, o samoświadomości oraz jakie pułapki na nas mogą czyhać w miłości romantycznej. (prezentacja trwa 1h 12 minut i jest po angielsku) ale, zachęcam wszystkich do obejrzenia.
      Pozdrawiam!
      Jarek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.